Home»GRUBE RYBY»NASZ NAJDROŻSZY ANDRZEJ DUDA

NASZ NAJDROŻSZY ANDRZEJ DUDA

Rekordowe Przychody KANCELARII PREZYDENTA RP

0
Shares
Pinterest Google+

Każdy zarbiający pieniądze, stara się je wydać, jak najlepiej. Ostatnie wzrosty cen, które zdają się społeczeństwu nieuzasadnione, budzą oburzenie, ponieważ ludzie mają wrażenie, że ich płace nie rosną w adekwatnym tempie. Producenci oraz handlowcy chcą ich po prostu złupić. Zachwiana została równowaga, o której zgodnie z teoretycznymi założeniami decyduje rynek mający sprowadzać cenę wymiany dóbr i pracy w okolice jej właściwej wartości.


Jest to prawda połowiczna, bo w innym rozdziale tego samego podręcznika wolnorynkowego kapitalizmu przeczytamy, że na wolnym rynku nie chodzi o to, aby wyceniał on wszystko wedle właściwej wartości, ponieważ wówczas niemożliwa byłaby akumulacja kapitału, który jest niezbędny przecież do rozwoju gospodarki. Więc niejako jest konieczne, aby pracodawca, sprzedawca i bankowiec łupili swoich klientów i pracowników, gdyż to wychodzi kapitalizmowi na zdrowie.

Jeszcze inna teoria tego wspaniałego systemu opowiada o cyklach koniunkturalnych, zgodnie z którą, chociaż kapitaliści nas łupią, aby akumulować kapitał i tak po fazie wzrostu gospodarczego następuje depresja, spadek cen i płac, co jakby oznacza, że te dwa poprzednie założenia systemowe są niewiele warte w sensie ich prawdziwości.

Ta moja fundamentalna refleksja, po której Adam Smith ojciec kapitalizmu, gdyby żył, powinien się z rozpaczy powiesić, pisząc w swoim liście pożegnalnym, niczym Allan Greenspan szef amerykańskiego banku centralnego (FED): „ (..) Całe życie się myliłem”, nasunęła mi się w rezultacie obserwacji, zupełnie przeczącej wszystkim tym trzem ekonomicznym hipotezom na raz.

Są takie przedsięwzięcia, które nie podlegają cyklom ekonomicznym, odnotowują rokrocznie, w każdym razie, w kilkuletnich okresach, stały wzrost przychodów, co jest rezultatem podnoszenia cen a ich klienci mimo to nie protestują, nie utyskują, że usługi są zbyt drogi i nie są one w ogóle adekwatne do ich wartości. Co najdziwniejsze nie dostarczają one artykułów i usług pierwszej potrzeby, ani dóbr podrzędnych, rzec niektórzy się odważają, że ich działalność jest w ogóle zbędna.

Refleksja ta mnie napadła, czytając ostatni raport NIK i jeszcze kilka raportów, do tyłu z których, jasno wynika, że najszybciej drożejącymi w Polsce usługami, są te świadczone przez Kancelarie Prezydentów RP.

Taką odbierającą mowę dynamiką przychodów, jak Kancelarie Prezydentów, nie byłoby w stanie poszczycić się żadne przedsiębiorstwo w Polsce.

Przyjmując wartość bazową, jaką była pierwsza prezydentura w Polsce gen. Jaruzelskiego, albo może lepiej, prezydentura pierwszego demokratycznie wybranego prezydenta, jakim był Lech Wałęsa, roczne przychody tej instytucji zwiększyły się w 27 lat o ok 1400 proc. (patrz wykres)

Kancelaria Wałęsy dysponowała budżetem ok. 160 mld zł, co na dzisiejsze wyniosłoby 16 mln1, natomiast w obecnym roku Andrzej Duda pobił wszelkie rekordy na stanowisku kierującego tą instytucją, za co należy mu się tytuł biznesmena roku, ponieważ osiągnie przychód na poziomie 220 mln.

Czy wzrosła adekwatnie jakość albo ilość usług świadczonych przez Kancelarię Prezydenta RP, jest oczywiście nieco trudne do oszacowania, bo czasy się zmieniały.

Posłużę się analogią.  Ongiś pisaliśmy na maszynach do pisania. Dziś używamy w tym samym celu drukarek komputerowych, które robią to lepiej i szybciej, poza tym są relatywnie tańsze od maszyn.

Można by więc mniemać, że Kancelaria Prezydenta Dudy, w której urządzenia do pisania, są w zasadzie jedynymi maszynami produkcyjnymi, osiągać powinna jakość (wydajność!?) produkcyjną nie 14 razy większą od tego, co oferował Wałęsa, a powiedzmy 30 razy.

Dysponuje przecież przenoszącym z prędkością światła wiadomości Internetem, telefonią komórkową oraz tą cudowną analityką wielkich liczb, o których Wałęsa, Kwaśniewski czy Kaczyński pierwszy, nie mieli pojęcia, że w ogóle będą.

Technologia w sposób istotny miała pomagać ludziom w procesach intelektualnych. Być dla mózgu tym, czym tokarka dla ślusarza.

Jeżeli przyjrzymy się obowiązkom prezydentów, które delegowane są na pracowników Kancelarii Prezydenta, to one się od ponad 20 lat niemal nie zmieniły.

Prezydent jest bowiem przede wszystkim, jeżeli chodzi o charakter pracy, typem urzędnika a jego obowiązki wynikają z Konstytucji. Parlament nadal liczy 460 posłów. Senat 100 senatorów. Terytorium Polski się nie powiększyło. Na świecie jest mniej więcej tyle samo państw. Trudno tu znaleźć źródła, jakichś nadzwyczajnych powinności, które dodatkowo mogłyby obciążyć urzędników Kancelarii no i samego zawodowego prezydenta.

Jakby popatrzeć na osiągnięcia Kancelarii Prezydenckich pod kontem incydentalnym to:

– Za Lecha Wałęsy (5 lat) procedowano w Kancelarii ok 1200 ustaw. Wałęsa zawetował 27. Odbył ok 100 wizyt zagranicznych (pozostałych danych brak).  Najważniejszym osiągnięciem prezydentury, według samego Wałęsy było: „Przez 500 lat nie będziecie mieli nigdy tak wielkiej prezydentury, jeśli chodzi o osiągnięcia, jak moja. Za każdy z tych wielkich punktów, które udało mi się osiągnąć można by powiedzieć, że prezydentura była błogosławiona.”
Poważnie jednak mówiąc prezydentura Wałęsy do łatwych nie należała. Przypadła na czasy tak zwanej transformacji, kiedy system prawny budowano niemal od początku i to w warunkach braku doświadczenia tak Sejmu, jak i prezydenta.

– Za Kwaśniewskiego (10 lat) Kancelaria procedowała ok 1920 ustaw w tym najważniejszą Konstytucję III Rzeczypospolitej. Kwaśniewski podpisał i negocjował Konkordat. Wprowadził Polskę do NATO. Współprowadził Polskę do UE. Kancelarzystów zaprzątały takie sprawy, jak pojednanie polsko-niemieckie, polsko-ukraińskie, polsko-żydowskie, (dane za oficjalną stroną prezydent.pl).

– Za Kaczyńskiego (5 lat) (dane za oficjalną stroną prezydent.pl) w jego Kancelarii procedowano 840 ustaw. Prezydent zgłosił 43 inicjatywy ustawodawcze. Do Trybunału Konstytucyjnego skierował 17 ustaw. Zawetował 18. Prezydent rozdał 318 712 odznaczeń. Odbył 125,5 wizyt zagranicznych. Nadzwyczajne osiągnięcie Kancelarii Prezydenta polegało na tym, że jej szef zginął w katastrofie organizowanej przez tę Kancelarię. Stąd w liczbie wizyt wartość ułamkowa.

– Za Komorowskiego (5 lat) procedowano w Kancelarii ponad 930 ustaw. 4 Komorowski zawetował. 12 skierowanych do TK. Wymyślono w Kancelarii 26 ustaw. Zorganizowano 110 wizyt zagranicznych. Największym osiągnięciem ludzi Kancelarii Prezydenta było, że namówili go, aby ściął wąsy.

Są to osiągnięcia nieporównywalne i porównywalne zarazem, ponieważ technicznie rzecz biorąc każde z nich wymagało bardzo podobnych czynności: telefony, analizy, rozmowy, podróże, spotkani itd. Technika przekonywania do ogolenia wąsów jest mniej więcej podobna do tej, jaką negocjuje się wstąpienie do sojuszu wojskowego.

Skąd zatem taki wzrost kosztów?! Posłowie odpowiedzialni za ustawę budżetową i pytani o tę kwestię, odpowiadają, co przyjmujemy bezkrytycznie: „że zmieniły się warunki”.

Średnia płaca w Polsce w tym czasie nie wzrosła. Waha się w okolicach 500 USD za miesiąc. Cena benzyny, która jest paliwem współczesnej gospodarki, zmieniała się 15 proc. w jedną lub drugą stronę, ale oscylowała w okolicach 5 zł. Kurs dolara również się nie zmieniał. Spadł nawet o ok. 20 proc. na dłuższy czas, pod naciskiem zachodnich banków spekulacyjnych. Zsumowana inflacja w tym okresie to ok. 15 proc. Były też lata deflacji.

Zasadnicze narzędzia pracy Kancelarii Prezydenckiej, czyli sprzęt IT staniał i rozwinął się do siódmej generacji. Oprogramowanie przeskoczyło w górę o pięć stopni.

Co się tak naprawdę stało, że Kancelaria Prezydenta życzy sobie abyśmy jej płacili 220 mln, a nie np. 30. Przy czym ten szacunek jest odrobinę niedokładny, gdyż budżet BOR-u (Obecnie Służba Bezpieczeństwa Państwa), który w 30 proc. wykorzystywany jest na ochronę posiadłości prezydenckich, wynosi ok 240 mln zł, czyli na ochronę Dudy idzie jakieś 80 mln rocznie.

Za każdym wielkim wydarzeniem historycznym, przełomem cywilizacyjnym stoi jakaś tajemnica finansowa.

Że przypomnę zniesienie pańszczyzny, nazwane bardziej donioślej likwidacją poddaństwa albo wręcz tryumfalnie wyzwoleniem chłopstwa, które było rzekomo świadectwem humanitaryzmu i oświecenia monarchii absolutnych, które przyznając wszystkim ludziom podobne prawa, dokonały wielkiego rozwoju człowieczeństwa. W Polsce po raz pierwszy pańszczyznę zniosła Insurekcja Kościuszkowska.

To jest oficjalna interpretacja podręcznikowa, którą zachwycaliśmy się w szkole podstawowej. Niestety nieprawdziwa. Zniesienie pańszczyzny przypadało na okres początków rewolucji przemysłowej a dzięki niej rozszerzyła się podaż dóbr konsumpcyjnych – do zakupów, których szlachta potrzebowała pieniędzy. Pańszczyzna to było świadczenie w pracy lub w naturze, które to wartości trzeba było zamienić na pieniądze a szlachta nie lubiła zajmować się handlem. Zmieniono więc świadczenia pańszczyźniane na czynsz dzierżawny, płacony w pieniądzu za ziemię, która nadal należała do pana. Czyli chłopu, który do tej pory miał jedynie zrobić lub oddać swoje, doszedł jeszcze jeden obowiązek. Musiał to teraz sprzedać i dopiero wtedy pieniądze oddać panu. Taki to był postęp humanizmu.

Skoro tajemnicę finansową już znamy, urząd Kancelarii Prezydenta zarabia 14 razy więcej,

za tę samą robotę, 3 razy lepszymi narzędziami, co oznacza, że roboty tej jest mniej, to chyba przemiana mentalna polega na tym, że polityka stała się biznesem, z którego każdy wyciągnąć chce, jak najwięcej.

O ile kiedyś do władzy szło się również trochę dla siebie to obecnie przede wszystkim dla siebie. O ile kiedyś formowało się programy oparte o idee i możliwości, dziś formułuje się je na zasadzie, czy to się sprzeda, i ile trzeba włożyć w kampanię wyborczą, aby wyjść na swoje.

Na takich założeniach między innymi, partie startujące w wyborach zadłużają się w bankach.

Chodzi generalni własne korzyści emocjonalne i finansowe zasłonięte fasadą haseł wyglądających, jak ideały. Czy to na pewno złe? Sport zmerkantylizował się całkowicie, więc dlaczego by partii politycznych nie przekształcić oficjalnie w spółki akcyjne, skoro faktycznie nimi są.

Nie potrafiłbym tego udowodnić, ale zdaje mi się, że rola pieniądza, jako silnika napędu cywilizacji została społecznie przewartościowana. Są jeszcze idee, emocje, wartości, których na pieniądze przełożyć się nie da.

To otwierać mogłoby ponownie dyskusję o sposobach finansowania polityki, która obecnie w najlepsze, pełnymi garściami bierze, ile chce z budżetu państwa.

Nie mam na to dobrego pomysłu, ale jakiś mam. Gdyby zrezygnować z ochrony BOR-u – wobec głowy państwa, co kosztuje 400 mln zł na kadencję i podjąć ryzyko, że trzeba byłoby zorganizować przedwczesne wybory kosztujące, tak jak poprzednie 166 mln zł, byłaby to ogromna oszczędność, jak również stwarzało zupełnie inną sytuację psychiczną dla piastującego urząd prezydenta.

W każdym razie, przechodząc Krakowskim Przedmieściem w Warszawie obok pięknie oświetlonego Pałacu Namiestnikowskiego, co kosztuje 4 tys. zł miesięcznie (prąd + wymiana żarówek) miejmy świadomość, że to nie jest tyle warte.

Nie wygląda też, że gdy będzie kosztowało 300, 400, 700 mln – to mieszkaniec tego pałacu poczuje się zakłopotany swoją zamożnością.

1. Kiedy w roku 2008 Platforma Obywatelska w spocie wyborczym błędnie podawała, że budżet Kancelarii Prezydenta Wałęsy wynosił 22 mln zł a nie 16, jak było w rzeczywistości, stało się to przedmiotem politycznego skandalu.


NOTA REDAKCYJNA

9.7
Kryteria Oceny Tekstów Powinny Iść w Parze z Dochodami Kancelarii Prezydenta
4 OCENA CZYTELNIKÓW
Baaardzo wysoko 9.7

Poprzedni tekst

DRONOWŁADNI

Następny artykuł

Wymyślili Proch !

BRAK KOMENTARZY

DAJ GŁOS

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *