0
Shares
Pinterest Google+

Bitwa pod Grunwaldem nie jest z mojego świata tylko ze świata, który już nie  istnieje i to w czasach, kiedy nie istniałem. Zero razy zero zawsze daje zero, więc moim zdaniem takiej bitwy w ogóle nie było. Być może – powtarzam być może – wydarzyła się w świecie innych ludzi, lecz jako sceptykowi dowody na to wydają mi się niewystarczające.

Chadzałem tą ulicą Świerczewskiego zastanawiając się, dlaczego jest ona ulicą Świerczewskiego nie myśląc w ogóle, że mogłaby być ulicą kogoś innego. Przypuszczałem, że ten Świerczewski to musiał być ktoś wielki. Tę jego cechę poznałem, gdy zobaczyłem go na zdjęciu. Generał Świerczewski był po prostu łysy. W tamtych chłopięcych czasach łysienie wydawało mi się gorsze od raka. Wolałbym umrzeć niż ołysieć.

Tajemniczy świat łysych

Nie znałem również etymologii wypadania włosów, więc wolno mi było przypuszczać, że Świerczewski je po prostu zgolił, co było dla mnie dowodem najwyższej odwagi. Ktoś, kto dobrowolnie żyje bez włosów, zdawał mi się na miarę półboga, nadczłowieka, w każdym razie niezwykłej osobowości, bo za swoje włosy oddałbym życie. Wiele lat później Józef Oleksy, który podobnie, jak Świerczewski był łysy, wyjawił mi, że łysość to jest wyższy stopień ewolucji. Ludzie pozbywali się przez miliony lat owłosienia z większej powierzchni swojego ciała, a ci którzy tracą je na głowie to po prostu kolejny hiper gatunek homosapiens.

Poczytując to za prawdę (w końcu premier nie może się mylić), uznałem po raz wtóry, że Świerczewski był wielkim filozofem ludzkości. Zazdrościłem też Oleksemu i ubolewałem nad swoją drugorzędnością, gdyż mając wybór: włosy na głowie, czy wyższy stopień człowieczeństwa, jako ignorant wybierałem jednak to pierwsze i do tej pory włosy na łbie mi pozostały.

Z dużym jednak zdziwieniem przyjąłem, że pewnego dnia ulica Świerczewskiego w Warszawie, przestała być ulicą Świerczewskiego, a stała się Aleją Solidarności. Ulica?! Aleją?! W czym Solidarność jest lepsza od Świerczewskiego nie potrafiłem pojąć – zwłaszcza, że się okazało, iż ulice Jedności Robotniczej, Komuny Paryskiej, Marcelego Nowotki, Bolesława Bieruta czy Hanki Sawickiej także przestały istnieć, co spowodowało, że ich mieszkańcy w panice oddawali do wymiany dowody osobiste, prawa jazdy i pieczątki. Stan ten poczytywałem jako akty siły wyższej, jak powiedzmy wybuch wojny, ponieważ polityka była dla mnie – co najwyżej – gazetą jaką czytywał ojciec.

Bezduszność Ameryki

Kilka dziesiątek lat zajęło mi zrozumienie (no, nie myślałem nad tym tak bez przerwy), że nazewnictwo uliczne to w gruncie rzeczy instrument polityczny, element propagandy, którym posiadający władze chcą utrwalić w obywatelach  systemy wartości i przekonań,  jakie – ich zdaniem – są słuszne.

Pomysł ten wydał mi się umiarkowanie rozsądny, zwłaszcza po wizycie w USA, gdzie społeczeństwo sieka swoje miasta alejami i ulicami, kolejno je numerując (ulice walą południkowo, aleje równoleżnikowo). Ponieważ we wszystkim ich naśladujemy, po powrocie miałem nadzieję, że nie spotka mnie trauma, jaką nabyłem w związku z utratą świerczewskości. Niestety, w Polsce aby jedni odnieśli sukces, inni muszą ponieść porażkę, o czym się przekonałem, kiedy ostatnio kazałem się wieźć taksówkarzowi na ulicę Armii Ludowej, której nie ma. Długo żeśmy się kłócili jadąc ulicą Modzelewskiego i nie przyznałbym mu racji – gdybym nie zauważył, że teraz to jest ulica Jacka Kaczmarskiego.

Zająłem się więc sprawą profesjonalnie. Okazało się, że Google Map Inc. – miało ogromny technologiczny problem, ponieważ z Warszawy zginęło 56 ulic, a na ich miejscu powstały nowe. Jak się okazało, kłopot jest ogólnopolski, bo denazyfikacja uderzyła w 1264 ulice. Dlaczego tylko tyle?

W kraju jest wiele innych ulic o nazwach bezużytecznych, które trzeba zmienić w słusznej sprawie: np. 3090 ulic Polnych, Leśnych 2999. Podmiejskich 118. Są jeszcze 2414 Słoneczne; Krótkie w ilości 2270; Szkolnych jest 2175; Ogrodowe w liczbie 2172; Lipowych jest 1684; Brzozowych doliczono się 1552; Łąkowych było 1508. Liczbę Kwiatowych wyszacowano na 1480; Sosnowych 1417; Kościelnych 1327; Akacjowych 1260; Parkowych 1246; Zielonych 1246; Kolejowych 1175 a Sportowych 1172.

Od Katynia do Kaczyńskiego

Po koniecznych zmianach nazwy każda z tych ulic mogłaby się odznaczyć w świadomości  jako np. ul. Spuścizny Lecha Kaczyńskiego, ul. Rodziny 500 +, Elektromobilności, IV Rzeczpospolitej, Fundamentów Kościoła, Milionowego Wrocławia, Śp. Brata, Miesięcznicy Smoleńskiej, Marszów Wolności, Życia Nienarodzonego, Woli Reform, Ludzkich Panów albo Telewizji Trwam.

Wyobraźmy sobie świadomość obywatela, który mieszka w Jarosławiu na ulicy Marii Kaczyńskiej, do pracy jedzie Aleją Ojca Rydzyka przez Rondo Reparacji Wojennych, na którym skręca w Bulwar Państwa Polskiego, przy którym stoi szpital psychiatryczny imienia Zdradzieckich Mord a wreszcie pasażem Likwidatora WSI – dociera do domu pogrzebowego „Precz z płatnym Seksem” sp. z o.o. – który specjalizuje się w ekshumacjach na skalę przemysłową. Łoł!

Można powiedzieć, że tak ukształtować by się dało idealnego überobywatela PiS państwa – tyle, że dobrze to wygląda jedynie na papierze, kiedy wasze umysły prowadzone są moimi słowami. W rzeczywistości taką zdziwaczałą tytulaturą ulic, skwerów i placów wywrzeć by można skutki podobne, jak łysina Świerczewskiego w mojej głowie.

Któż tak naprawdę wie, czy owa ulica Jacka Kaczmarskiego nie skojarzy się z apologią przemocy domowej, w której celował ten wyśmienity muzyk i poeta. A jeżeli ulica bohatera narodowego Sergiusza Piaseckiego skojarzy się z pogromem żydowskiego kupiectwa, którego ten rzekomo dokonał na narkotycznym haju, za co na pewno poszedł siedzieć z wyrokiem 15 lat. Albo idąc brukami Romaszewskiego snuć będą legendy, kreowane już za jego życia, że był on hybrydą Dzierżyńskiego z Robespierre’em? Choć dotąd uważałem, że denazyfikacja nie jest dobra, ostatnio doszedłem do przekonania, że sam się z sobą nie zgadzam.

Kim innym jednak byłby osobnik, który mieszkałby przy ulicy Złotej, w drodze do pracy poruszałby się ulicą Uśmiechu, aby skręcić w aleję Radości i dojść do ronda Zwycięstwa. Potem osiągnąć cel mieszczący się przy bulwarze Sukcesów. Kim innym będzie obywatel zamieszkały przy ulicy Cmentarnej, który do roboty przy ulicy Ofiar Katynia idzie drogą Męczenników Majdanka przez rondo Zesłańców Syberyjskich, mijając skrzyżowanie Wisielczej z Więzienną.

Dlatego marzy mi się wreszcie taka władza, która rozumiejąc swoją podstawową misję, jako największe szczęście dla jak najszerszej populacji, wiedząc, że jest to trudne do osiągniecia na drodze obiektywnych warunków, ulice nakaże nazywać nazwami kojarzącymi się jednoznacznie z poczuciem nieustannego zadowolenia.

Acha przy okazji. Zgodnie z zestawieniami Głównego Urzędu Statystycznego, którymi się posługiwałem tworząc ten tekst Polakiem nad Polakami jest Tadeusz Kościuszko, który ma 1135 ulic. Następnym z wielkich jest Mickiewicz -1109 ulic. Trzecim jest Henryk Sienkiewicz, czwartym Juliusz Słowacki.

Dodając ulice Jana Pawła II do placów Jana Pawła, a te do rond Jana Pawła, które można zsumować z rynkami, alejami, bulwarami, drogami, błoniami, wybrzeżami i skwerami – wychodzi na to, że bardziej od papieża popularny jest w Polsce kasztan – gdyż ulic Kasztanowych jest o kilkaset więcej niż papieskich – 937.

 

NOTA REDAKCYJNA

9.3
Damy tyle punktów za ten tekst, ile jest ulic kasztanowych podzielonych przez 100
3 OCENA CZYTELNIKÓW
Na 10 możliwych 9.3

Poprzedni tekst

SŁOWACJA BEZ PRĄDU

Następny artykuł

NAJGŁUPSZE PAŃSTWO ŚWIATA

BRAK KOMENTARZY

DAJ GŁOS

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *