0
Shares
Pinterest Google+

Aby zrozumieć  dokąd  idziemy i gdzie jesteśmy w tej sprawie musimy cofnąć się do roku 2005 ( mój boże to już 13 lat), do wyborów,  które doprowadziły do pierwszych rządów Prawa i Sprawiedliwości. Wtedy Kaczor stał się premierem a Ziobro, podobnie jak dziś, ministrem sprawiedliwości.  Wówczas na potrzeby  kampanii wyborczej, z braku lepszych pomysłów PiS, wymyślił sobie wroga, którym była korupcja.

   Obiektywnie nie było to zjawisko istotne. Wolny rynek był już na tyle ugruntowany, że  przeciętny Polak o przeciętnych zarobkach, przeciętnych zainteresowaniach, przeciętnych kłopotach i przeciętnych aspiracjach nie miał w ogóle styczności z korupcją. Wszystko, czego potrzebował, mógł kupić bez niczyjej łaski. Natomiast na łapówki do załatwienia poważnych spraw, jak operacja nosa, po prostu nie było go stać.

  Również statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości nie potwierdzały istnienia problemu korupcji. Bardziej dowodziły istnienie problemu psychologicznego polegającego na tym, że ludzie, którym wiodło się w życiu gorzej mniemali, że to nie dlatego, iż przegrywają w wolnorynkowych zmaganiach ponieważ są gorsi, tylko dlatego, że ich konkurenci korumpują wolny rynek. Stwierdzono ogromne dysproporcje między sprawami wszczętymi przeciwko rzekomym łapownikom a tymi, które skończyły się wyrokami. Pomówień było pięciokrotnie więcej,  niż  rzeczywistych przestępstw ( pozostawało to mniej więcej w stosunku 15 do 3 tys.).

  Także sondaże potwierdzały  pospolite błędy poznawcze opinii publicznej, która w 85 proc. uważała, że korupcja jest potężnym społecznym problemem. W tych samych badaniach 1 proc. ankietowanych, na pytanie, czy dałeś ostatnio łapówkę, odpowiada, że nie udzieli odpowiedzi.

  Ówczesny PiS – doskonale te nastroje rozegrał. Doszedł do władzy. Rozpoczęło się polowanie, które skutkowało stawianiem w stan oskarżenia za łapownictwo lekarzy przyjmujących w dowód wdzięczności słoiki marynowanych grzybów, serii instytucjonalnych prowokacji polegających na tak zwanym zakupie kontrolowanym, czy oskarżeniach polskich przedsiębiorców walczących o kontrakty na bliskim wschodzie w oparciu  o, tak tam zwany, bakszysz.

  Społeczna fobia została zinstytucjonalizowana: Kaczyński wymyślił Centralne Biuro Antykorupcyjne wraz z jego jedenastoma delegaturami rozsianymi po Polsce, którego twarzami były autorytety moralne Mariusza Kamińskiego i Tomasza Kaczmarka.

  Powołano wydziały do walki z korupcją w kilkunastu komendach wojewódzkich policji. Dla naprawdę ważnej korupcji powstał mega wydział do walki z korupcją Komendy Głównej Policji. Dla korupcji o mniejszym znaczeniu, w każdej powiatowej komendzie stworzono referat do jej zwalczania.

  Znowelizowano ustawę o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Do walki z korupcją powołano 16 wojewódzkich wydziałów ABW o kryptonimie „L”.

  Główny Urząd Miar do przeciwdziałania zagrożeniom korupcyjnym stworzył stanowisko doradcy etycznego, które piastuje do dziś pani Andżelika Leczyk. W Państwowej Inspekcji Sanitarnej stworzono stanowisko koordynatora działań antykorupcyjnych. W Ministerstwie Zdrowia powołano specjalny Zespół ds. Przeciwdziałania Oszustwom i Korupcji w ochronie zdrowia. W każdej komórce organizacyjnej Ministerstwa Zdrowia, powołano koordynatorów działań antykorupcyjnych.

  Funkcjonariuszy odpowiedzialnych za brak korupcji wymyślono i mianowano w  Straży Pożarnej w Lublinie, Straży Granicznej, parkach narodowych, Wyższym Urzędzie Górniczym, Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska, Zarządzie Służby Więziennej, Urzędzie Dozoru Technicznego, Urzędzie Patentowym, Urzędzie Lotnictwa Cywilnego. Swoich antyłapówkarzy dostał też Główny Lekarz Weterynarii i co trzeci urząd gminy.

Były okresy kiedy doniesienia o działalności służby celnej sprawiały wrażenie, że  celuje ona wyłącznie w łapówkarzy i korumpujących.

  Ponieważ już wówczas kasa z unijnych dotacji płynęła szeroką strugą  zwalczanie korupcji stało się intratnym zajęciem dla prywatnych instytucji, jak Krajowa Izba Gospodarcza, Instytut Kościuszki czy Fundacja Batorego.

  Na fali koniunktury powoływano też zupełnie nowe twory, że wymienię:  Fundacja Polska Bez Korupcji, Stowarzyszenie „Stop Korupcji”,  Stowarzyszenie na rzecz Obrony Demokracji – Stop Korupcji, Stowarzyszenie „Zero Tolerancji Dla Korupcji”, Stowarzyszenie „Przeciw Korupcji”; Stowarzyszenie Przeciwdziałania Korupcji, Niegospodarności i Obrony Praw Człowieka „EFAS”,  Fundacja „Europejska Inicjatywa Obywatelska – Polska Bez Korupcji”, Stowarzyszenie Antykorupcyjne „SAK”.

  Gdyby ta korupcja rzeczywiście była musiałaby już paść trupem, co byłoby oczywiście z punktu widzenia PiS-owskiej władzy prawdziwą klęską .

Ale mało kto pewnie usłyszał o deklaracji wyborczej Kaczyńskiego z 2014 roku, który zapowiedział walkę z korupcją aksjologiczną.

„ – Jednym z wielkich zadań, jakie jest przed nami, jest zadanie polegające na tym, żeby przeciwstawić się korupcji. I w sferze aksjologicznej, i prawnej, i faktów.” – wygrzmiał Kaczyński.

  Nikt nie zadał Kaczyńskiemu pytania, co oznacza owa aksjologiczna korupcja i czy prowadzona przez niego uprzednio walka z łapownictwem została wygrana. Nie musiał więc odpowiadać. Zatem zrobię to za niego.

  Korupcja aksjologiczna, to jest taka korupcja, która do tej pory nie była korupcją. Czyli powszechnie akceptowane działania polegające na obdarowywaniu i opłacaniu się obywateli w zamian za drobne lub nawet znaczne przysługi. Chodzi o kryminalizację czynów, które kryminalne, ani szkodliwe społecznie zasadniczo nie są.

Ta deklaracja władzy spowodowała ogromne pole do popisu dla pomysłowości prokuratorskiej, których efekty są już obserwowalne:

  Archeologowie ze Słupska zostali oskarżeni o korupcję za to, że zlecali pracę archeologiczne innym archeologom. Chodziło o to, że archeolog nie mógł prowadzić wykopalisk na własnym terenie (czemu ?! nie wiadomo), więc wynajmował kolegę z ościennego województwa, który go zatrudniał i brał pieniądze, choć faktycznie prace wykonywał archeolog miejscowy.  Jest to o tyle  kuriozalne, że zgodnie z prawem, prac archeologicznych w Polsce nie może wykonywać nikt inny, niż państwowa placówka archeologiczna, więc jakiekolwiek postępowanie przetargowe nie wchodzi w grę.

  Były senator PO Józef Pinior został oskarżony o łapówkę, ponieważ przyjął zlecenie za załatwienie  koncesji na wydobywanie kopalin. Pinor twierdzi, że jest niewinny. Sąd wyważy,  jak było. Jak się jednak zdaje, pośrednictwo w załatwianiu różnych urzędowych spraw, dlatego, że zna się urzędników lepiej, niż zainteresowany, jest rozpowszechnioną, legalną działalnością gospodarczą  prowadzoną, przez kancelarie prawne, firmy konsultingowe, adwokatów, lobbystów i  doradców różnej maści.

  Świętokrzyscy policjanci zatrzymali pracownicę Ochotniczych Hufców Pracy w Kielcach podejrzaną o to, że w zamian za korzyści przygotowywała dokumenty za przedsiębiorców, starających się o dofinansowanie przy zatrudnianiu młodych pracowników.  Oczywiście lepiej aby robiła to na umowę zlecenie i odprowadziła podatek, ale w obliczu korupcji aksjologicznej nie wiadomo, czy takie rozwiązanie byłoby wystarczającym usprawiedliwieniem zarobkowania  na tym, na czym się ta pani najlepiej znała.

  Zawodowi lobbyści podjęli się załatwienia koncesji na  wydobycie kopalin i odrolnienia 50 ha terenu leżącego między Kielcami a Radomiem, za co ustalono wynagrodzenie w wysokości 6 mln zł. Służby twierdzą, że część tych pieniędzy miała być przeznaczona na łapówki.

Oczywiście z doniesień prasowych nie można jednoznacznie wyrokować w sprawach, zasadniczo złożonych. Można jednak dywagować:

  Ongiś  zapłaciłem mecenasowi za to, że mi obiecał, iż załatwi mi na sali sądowej pozytywne rozstrzygnięcie w mojej sprawie. Zarzekał się, że zwycięstwo jest prawie pewne, więc mu zapłaciłem. Czy ja go czasami nie skorumpowałem ?! Co najgorsze przegrał. Wziął chuj pieniądze i się nie wywiązał. Może po prostu części honorarium zapomniał przekazać sędziemu ?

  Dziś kupowałem buty, dość drogie,  jak na moje możliwości. Przymierzyłem. Spojrzałem na cenę i odstawiłem na półkę. Chciałem już odejść, kiedy sprzedawca zaproponował mi 10 proc, upustu.  Czy on mnie czasami nie przekupił ? Czy nie złamał mojego kręgosłupa moralnego i zdrowego rozsądku pozostawiając w kieszeni 50 zł?  O co mu chodziło ? Czy z tym nie należałoby iść do prokuratury?!

  W związku z zakończeniem nauki syna w gimnazjum składaliśmy się na koniak i kwiaty dla wychowawcy. Zastanawiam się,  czy aby na pewno było to dobrowolne  a nie wymuszone?! Czy takie nieregulaminowe dowody wdzięczności, nie były czasem spowodowane przez rodziców, których dzieci  skończyły szkołę,  choć na promocję nie zasługiwały?

Rozstrzygniecie tych kwestii w płaszczyźnie aksjologicznej a następnie procesowej mogłoby się skończyć dla kogoś w więzieniu – co nie jest zabawne.

  Najbardziej wkurwiające jest jednak, że do rozwiązywania zagadek, podobnych aksjologicznych koincydencji  nakłania partia, która  faktycznie kupiła sobie miliony głosów wyborców, oferując konkretne pieniądze i powołując się na wpływy, których składając ofertę jeszcze nie miała. To się nazywa korupcja polityczna – obłuda z gatunku najbardziej obrzydliwych.

 

NOTA REDAKCYJNA

6.9
Ponieważ nie damy się przekupić łzawymi wynurzeniami autora o niemożności kupna butów, ponieważ sprawiedliwość jest u nas warta więcej niż pieniądze:
1 OCENA CZYTELNIKÓW
na 10 możliwych dajemy, ile się należy : 6.9
Poprzedni tekst

ANDRZEJ NUDA

Następny artykuł

PIERWSZY WRÓG IV RP

BRAK KOMENTARZY

DAJ GŁOS

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *